HomeraceGalicja Gravel Race – Relacja

Galicja Gravel Race – Relacja

Najszybsza gravelowa setka w Polsce

Już od kilku lat jak tylko mogę często, biorę rower i jadę pokręcić po podkarpackich szutrach. Puszcza Sandomierska daje wspaniałe możliwości doboru niezliczonych tras na najróżniejszych dystansach. Dlatego bardzo się ucieszyłem, gdy dowiedziałem się, że grupa zapaleńców zorganizowała imprezę gravelową w tym rejonie. Wiedziałem, że będę chciał tam być.
Do ostatniej chwili nie byłem pewien czy uda mi się wystartować, stąd zbędna zwłoka przy zapisach. Na szczęście się udało. Dogranie wypadu rodzinnego nad San i jak to bywa, masę nieprzewidzianych okoliczności po drodze. Dojazd na start w ostatniej chwili, szybkie przygotowanie ciała i roweru a raptem 10 minut później start.

Details
Galicja Gravel Race 100
?
Export
Download
More Details

Na mapie oraz profilu trasa wyglądała relatywnie łatwo, kilka wzniesień, oraz w większości leśne szutrowe drogi, do tego cała trasa została rozegrana na trzech około 30-kilometrowych pętlach. Mimo że nie znałem tych szlaków, nie spodziewałem się większych trudności.
Jednak w wielu przypadkach to nie tylko trasa, ale i zawodnicy czynią trasę trudną. Tak było i w tym przypadku

Stojąc na starcie, mieliśmy krótką odprawę techniczną, gdzie organizator przekazał kilka ostatnich wskazówek. Zaraz potem nastąpił start honorowy i po nim start ostry. Gaz poszedł od samego startu, kto nie “upilnował czuba”, ten został i nie miał szans na nawiązanie kontaktu z czołówką.
Trasa poprowadzona została w mojej subiektywnej opinii bardzo dobrze, a miejscami najlepiej jak się dało. Nie dawała miejsca na wytchnienie oraz nie była monotonna, jeżeli trafiła się jakaś dłuższa prosta, rozrywkę na niej zapewniał podjazd lub trudniejsza nawierzchnia, niedająca chwili czasu na dekoncentrację. Szczególnie warty uwagi był odcinek pełen korzeni oraz wyższej trawy, miłe urozmaicenie wymagające bardzo dobrej techniki jazdy. Ten fragment “poprawiony” około 2-kilometrowym podjazdem był naprawdę trudnym fragmentem, gdzie dokonał sie ostateczny podział grupy prowadzącej. Odcinki płaskie tak naprawdę takie nie były, wymagały ciągłego balansu na nierównościach i utrzymywania tempa, wszak jechaliśmy w pierwszej grupie. Na zjazdach także cały czas trzeba było dokręcać, poziom nachylenia terenu nie przekraczał 5%. Zsumowana całość okraszona mocnym tempem prowadzących dała naprawdę porządny wycisk już na pierwszej rundzie.
Po kolei “odczepiane wagoniki” zostawały z tyłu, w tym ja odczepiony na najdłuższym podjeździe po kilku poprawkach tempa. Zdecydowałem się poczekać na zawodnika za mną i razem z nim zgodnie współpracować przez resztę dystansu. Nie było czasu na zbędne pogaduchy, gdyż każdy “jechał ile mógł” na zmianie. Nie chcieliśmy, aby doszli nas kolejni startujący. Postanowiliśmy współpracować i na końcu rozegrać miedzy sobą, kto stanie na najniższym stopniu podium. Na trzeciej rundzie we znaki dawało się zmęczenie mocną jazdą bez przerwy, trzeba było po prostu wytrzymać. Na około 2 kilometry do mety współtowarzysz zaatakował na podjeździe, zdobył 30 sekund przewagi i dowiózł ją do mety.

Mimo 4 miejsca czułem satysfakcję z osiągniętego wyniku, chłopaki byli mocniejsi tego dnia. W moim wypadku rezultat i tak był więcej niż zadowalający. Dystans 100 km ukończyłem w 3 godziny i 15 minut, co nawet na szosie nie byłoby złym wynikiem.
Podsumowując imprezę, zaliczam ją do bardzo udanych i dobrze zorganizowanych.
Nie zauważyłem żadnych uchybień ze strony organizatora, bądź co bądź nie jest to maraton mtb a wyścig gravelowy, trzeba również umieć nawigować. Oprócz tego trasa rozsądnie oznakowana, bez większych niespodzianek dla zawodników. Jeden “OES” dodawał tylko smaczku rywalizacji i bardzo ją urozmaicał, natomiast reszta dystansu to było typowo gravelowe ściąganie, bez odpoczynku. Po pokonaniu trasy byłem syty szutrowych doznań. Zawody mają bardzo duży potencjał, pozostaje liczyć na to, że organizatorzy powtórzą ją w przyszłym sezonie. Na pewno wrócę na tę imprezę za rok, choć wtedy rozważę start w Galicyjskiej 500.

No właśnie trzeba jeszcze wspomnieć i o tej części imprezy. Wszak setka miała być z początku dodatkiem (jak dla mnie to dwie równoległe, pod innymi względami ciekawe wydarzenia) do ultramaratonu.
Trasa 500 prowadziła przez Lasy Janowskie i Puszczę sandomierską, a więc terenu dziewicze pod względem gravelowego ściganctwa. Z opowieści finiszerów wynika, że była tam wszelkiego rodzaju nawierzchnia zaś trasa poprowadzona była rozsądnie. Na szczególną uwagę zwraca fakt ukończenia dystansu przez zwycięzcę Radosława Gołębiewskiego w czasie 17 godzin i 40 minut – liczymy to za was, daje to średnią podróży ponad 28 km/h, czapki z głów.

Chylę czoła przed organizatorami i zawodnikami oraz rezerwuję termin 29-31 Lipca w przyszłym roku pod to właśnie wydarzenie.

Strona organizatora

Autor:

Witold Jagocki

Współtwórca

Leave a comment