HomeRelacjeKráľova hoľa czyli gravel na szosie

Kráľova hoľa czyli gravel na szosie

Wróćmy na chwilę do dawnych czasów, do roku 2018 i okresu kiedy #gravel robiłem jeszcze na rowerze szosowym…

Będąc amatorem, fanem bądź już fanatykiem kolarstwa, zawsze stajemy przed wyborem trasy. Czy jechać znanymi nam drogami, czy tym razem dać się ponieść fantazji? Dla mnie wybór jest zawsze dość prosty: ja, rower, szosa i wyzwanie. O wyjeździe w okolice Słowackiego Raju i podjeździe na górę Kralova Hola, mówiło się w naszym gronie już od jakiś dwóch lat. Przez ten czas pomysł dojrzewał i czekałby wreszcie wykiełkować w plan wyjazdu, którego dzień został wyznaczony na Boże Ciało roku 2018. Data podwójnie istotna, duchowa wszak oraz była to środa, czyli towarzystwo tylko po 3 dniach pracy. Sprawdzanie prognozy pogody dawało zielone światło na wyjazd, na meteogramach wszystko jak najbardziej ok. Decyzja zapadła, jedziemy!

Tym wyjazdem postanowiliśmy odpowiedzieć sobie i innym na bardzo ważne pytanie: Czy da się na ten szczyt wyjechać na rowerach szosowych?
A dlaczego by się na dało, spytacie?
Odpowiedzią jest stan drogi prowadzącej górę. Sięgając do historii, została ona wybudowana w 1960 roku, aby umożliwić wjazd sprzętu budowlanego, do budowy telewizyjnej stacji przekaźnikowej na szczycie wzniesienia. Prawdopodobnie, był to też ostatni raz, kiedy była ona remontowana. Dodatkowo tylko druga jej połowa jest pokryta zniszczonym asfaltem, natomiast pierwsze 5 km to sypki, nierówny, nie wszędzie utwardzony żwir o dość sporej ziarnistości. Z perspektywy czasu, mogę stwierdzić, że gravel by był idealnym rowerem do zmierzenia się z takimi atrakcjami, jednak wtedy była to szosa i jej oszałamiające 25 mm ogumienia.

Wyruszyliśmy z Krakowa, nasza sześcioosobowa ekipa podzieliła się na dwa samochody, wszak trzeba zmieścić cały zapakowany asortyment no i nas; wartość ludzką porywającą się na “szosowy wyczyn” drogą, która takich rowerów nie traktuje zbyt pobłażliwie. Ruszyliśmy tradycyjnie z dużą obsuwą, która związana była z zapakowaniem się z tym całym bałaganem. Dalej już tylko dojazd na Słowację do miejscowości Hranovnica. Skład etniczny terenu to oceniając na moje wprawne, kolarskie oko, wyłącznie ludność narodowości romskiej, wśród której, tu ciekawostka, nasze lśniące carbonem i lajkrą obozowisko na tamtejszym parkingu było nie lada sensacją

Na miejscu ustalamy ostateczny przebieg trasy, jadąc na początek na Kralova, a następnie dookoła Słowackiego Raju, chcąc w ten sposób uniknąć ewentualnych popołudniowych burz na najwyższym wzniesieniu okolicy z 131-metrową kupą żelastwa na szczycie. Tu też zaklinamy pogodę, twierdząc, że padać nie będzie NA PEWNO i w tymże przekonaniu trwając, sam zabieram wyłącznie kamizelkę jako dodatkowo okrycie, na potrzeby zjazdu ze szczytu.
Na początek mamy ok 20 km dojazdu, który na profilu tracka wyglądał na “eee, płasko będzie”. Więc nie, nie było płasko. Sprowadziło się to do tego, że pierwsze kilometry to delikatny podjazd, następnie delikatny zjazd i już całkiem solidny, paru kilometrowy podjazd, trochę przypominający Przegibek.

W tym miejscu już dobrze widzimy masywny szczyt z charakterystycznym nadajnikiem na szczycie. Zdania są podzielone, od “Eee, małe to”, po “To jest większe niż Babia z Zawoi”.
Suche dane tego podjazdu to 14 km długości i 1148 m przewyższenia do pokonania,
co przekłada się na średnie nachylenie 8.2%. Maksymalne nachylenie na 1 km to 11.8%. a na 100 m to 13.8%.
Co ważne podkreślenia, jest to też najwyższa, legalnie dostępna rowerem góra w tej części Europy, a więc jeśli chcemy wyżej, to dopiero Alpy i tamte okolice nam to zapewnią.
Wspominana wcześniej nawierzchnia na podjeździe sprawiła, że podejście do tematu ogumienia było zróżnicowane w naszej ekipie. Od 23 mm łysej opony, poprzez 25 mm, wzmacniane 28 mm, aż po wunderwaffe kolegi, czyli przełajkę na 32 mm slickach (z perspektywy czasu to on miał rację i zabrał gravela na ten wyjazd)


Jedziemy! Wieś Šumiac się kończy, asfalt razem z nią, pod naszymi kołami ładny równy szuterek, przywołujący na myśl 19 etap Giro (2018), ogolony przez Frooma. Oczywiście, życie byłoby zbyt piękne, gdyby taka sielanka trwała do szczytu. Podjazd trzyma cały czas okolice 8%, a podłoże miejscami jest kiepskie, łamane przez tragiczne. W wielu miejscach kamyki nie są utwardzone i w żaden sposób związane, trzeba szukać ubitej ścieżki pośród tego luźnego badziewia. Będąc zmuszonym zjechać ze swojej ścieżki, aby wyminąć jadącą z góry terenówkę, momentalnie zakopałem się i ten jeden raz musiałem się wypiąć z pedałów. Na podjeździe mijaliśmy też turystów zjeżdżających na MTB, których spojrzenia zawierały wymowne: “co wy tu robicie na szosówkach?!”. Był to też moment, w którym cieszyłem się z nowego napędu na ten sezon, czyli kasety 11-28 i korby 52-36, dająca możliwości jazdy z sensowną kadencją (wpis nie zawiera lokowania produktu). Jednak nawet nowy napęd nie pozwalał na wstanie z siodełka, gdyż odciążone tyle koło momentalnie wtedy traciło trakcję. Nie było więc lekko, ale to nic. Jedziemy dalej!

Widok Chaty pod Kráľovou Hoľou, która wyznacza początek asfaltu, przyjmuję z wielką ulgą. Miły Słowak potwierdza, że już blisko, tak więc pozostaje „jedynie” 5 km. Cudowne jest za to zrzucić kilka koronek w dół i móc ponownie stanąć na pedałach. Mimo że ten asfalt jest w dość tragicznym stanie, bywa względnie równy, bez dziur, które mogłyby dobić dętki, a w porównaniu do wcześniejszych kamieni, jest niemal idealnym podłożem.
Tuż przed szczytem czekało na nas kilka agrafek, aby po ich pokonaniu już tylko wjechanie pod mury budynku nadajnika. Widać tam też namalowaną na drodze linie mety po odbywających się uphillach rowerowych.
Widok na szczycie jest fenomenalny, pogoda nam umiarkowanie dopisała, ale przez zamglenie na północnym horyzoncie majaczyły szczyty Tatr Wysokich. Widoki przywodzą na myśl Alpy, czyli jest pięknie. Czekanie na zjechanie się całej grupy upłynęło mi na zabawach z dronem i powolnym przejściu od stanu “Ale gorąco” do “Dzizas, ale zimno, trzeba było zabrać kurtkę zamiast kamizelki”.

Na deser pozostał nam zjazd ze szczytu. O ile podjazd na szosówkach był miejscami “kłopotliwy”, to zjazd był już wręcz czystym masochizmem. Podczas normalnego zjazdu na kolarce, hamulców używa się sporadycznie, ba, często się nawet dokręca. Tutaj natomiast to była jazda na zaciągniętych klamkach i walka o utrzymanie sensownego toru jazdy na luźnym podłożu. Był to zdecydowanie najgorszy zjazd, jaki mi przyszło pokonywać na tym rowerze.

Z dalszych planów dotyczących objechania wokół Słowackiego Raju tego dnia nic nie wyszło. Począwszy od wspomnianej porannej obsuwy, długiego postoju na szczycie i po zjeździe, poprzez czekanie na przystanku aż przejdzie pierwszy niewinny deszcz, po wpadnięcie pod oberwanie chmury i zjechanie do knajpy na ciepłe jedzenie po godzinie 17. Będąc kompletnie przemoczonymi, tego dnia musieliśmy złożyć broń. Najważniejsze, że udało się z sukcesem przeprowadzić atak szczytowy bez strat w ludziach.

Na koniec odpowiadając na pytanie postawione na początku: Czy da się na ten szczyt wyjechać na rowerach szosowych? Odpowiadam. Tak, da się wyjechać na szczyt Kralovej Holi na rowerze szosowym, nawet z oponami 23 mm. Tak, jest to głupie. Co więcej, można to zrobić i mieć z tego niebywałą satysfakcję.

Opisując cały wyjazd, zapomniałem nas pochwalić. Jadąc na szczyt, oczywiście załapaliśmy się na bardzo długi i okazały segment na Stravie. Co nie mogę odżałować, ten jeden jedyny raz appka Stravy pozbawiła mnie tracka przez nieopatrznie włączone oszczędzanie energii. Za to pozostała część ekipy wykręciła czasy na granicy pierwszej dziesiątki. Natomiast mój szacowany czas na podstawie 5-minutowej różnicy ok. 1:08:50.
Kralova, ja tam jeszcze przyjadę z działającym urządzeniem GPS!

Publikując ten wpis ponownie, z perspektywy czasu, z pewnością stwierdzam, że choć wyjechanie tam na szosie było świetną przygodą, jadąc tam drugi raz, zabrałby ze sobą rower gravelowy, skorzystał z szerokiej gumy i poszukał ciekawych bocznych dróg, nie koniecznie prowadzących po asfalcie. Tak więc jest to moja inspiracja, na kolejny wyjazd w tamte strony.

A na deser panorama 360 stopni ze szczytu:

… oraz track .gpx

Details
Kralova Hola
?
Export
Download
More Details

Autor:

Piotr Ostachowski

Współtwórca

Leave a comment