HomeRelacjePieniny w 3 dni

Pieniny w 3 dni

Nie zawsze można wziąć tyle urlopu, ile się chce i przeznaczyć go na epicką wyprawę przez nieznane zakątki naszej pięknej ojczyzny. W moim wypadku udało mi się wyszarpać całe 5 dni urlopu. Odliczając 2 dni transferowe (dwoje małych dzieci to jednak jest już zaawansowana logistyka) stricte na jazdę zostają 3 dni.
Założyliśmy, że w te 3 dni chcemy przejechać 2 trasy. Velo Czorsztyn i przełom Dunajca oczywiście wzdłuż szlaku Velo Dunajec. Kluczowe zatem dla powodzenia planu był wybór bazy noclegowej i pogoda. Zdecydowaliśmy się na Sromowce Wyżne leżące bezpośrednio przy szlaku, dzięki czemu jedna i druga trasa miała bardzo zbliżony kilometraż

Na pierwszy dzień zaplanowaliśmy Velo Czorsztyn. Nie znaliśmy trasy, jednakże słyszeliśmy bardzo pozytywne opinie. Chcieliśmy uniknąć jazdy z przyczepką drogą o dużym natężeniu ruchu, więc zdecydowaliśmy się jechać przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, zaś odcinek który był puszczony bezpośrednio po drodze Sromowce — Czorsztyn, ominąć przeprawiając się promem. Całość trasy miało się zmieścić w 50 kilometrach, wliczając w to trzy bardziej strome podjazdy. Średnią prędkość założyliśmy na około 20 km/h, dodając do tego przystanki oraz przerwę na obiad, 5 godzin było jak najbardziej realnym czasem wycieczki. Ruszyliśmy około godziny 11, unikając porannych chłodów. Odcinek Sromowce — Niedzica pokonaliśmy jadąc ścieżkopodobnym czymś z kostki brukowej, co 30 lat temu mogło uchodzić za drogę dla rowerów. Pierwszy podjazd pod zaporę nie sprawił żadnych problemów, nie licząc licznych przejazdów przez jezdnię co wybijało z rytmu. Zaraz potem wykupiliśmy bilety na prom (dwa rowery + przyczepka wyszło 30 PLN) i jako jedni z licznych rowerzystów wsiedliśmy na prom do Czorsztyna. Promy niestety w ogóle nie są przystosowane do przewożenia rowerów, więc bez pomocy załogi nie udałoby się nam zaokrętować. Sam rejs to wielka frajda dla dzieci, a więc dodatkowa atrakcja, zawsze na plus. Na przystani pod zamkiem Czorsztyn szybkie przystosowanie się do dalszej jazdy i w drogę. Teraz zaczyna się właściwe Velo Czorsztyn. Jedno słowo. Rewelacja. Idealny dywan, piękne widoki, urozmaicona trasa. Zdjęcia oddadzą to najlepiej. Na tej części trasy znajdują się tylko dwa punkty które, wierzę w przyszłości, zostaną zmienione. Pierwszy to przejazd nad Dunajcem w Dębnie, drugi to most nad Białką tuż przed Frydmanem. Oprócz tego trasa na całej długości jest przykładem dla tego typu inicjatyw. Dzięki temu, że jechaliśmy trasę w środku tygodnia, zasadniczo na końcówce sezonu turystycznego, nie spotkaliśmy na trasie pieszych, zaś cyklistów było niewielu. Co do pieszych warto zwrócić uwagę, że występują tam dosyć strome odcinki, więc momentami można osiągać relatywnie spore prędkości, warto więc tam uważać na innych. Na główną przerwę połączona z obiadem zatrzymaliśmy się w Niedzicy, gdzie byliśmy pewni, że znajdziemy otwartą restaurację. Sam powrót do Sromowiec to pseudorowerowa trasa wzdłuż jeziora Sromowieckiego. Podsumowując, polecam tę trasę wszystkim cyklistom, niezależnie od poziomu zaawansowania. Wrócimy tam jeszcze objechać ją w drugą stronę.

Kolejnego dnia pasowało pojechać nic więcej jak rege coffee ride, wszak to pierwsza jazda żony od 9 miesięcy. Padło na Velo Dunajec do Sromowiec Niżnych. Kawusia z fenomenalnym widokiem na Trzy Korony i powrót do bazy.
Trzeci dzień to trasa wzdłuż przełomu Dunajca poprowadzona szlakiem Velo Dunajec. Pierwsza część trasy była kalką z coffee ride’u, przyjemnie poprowadzona trasa wzdłuż rzeki. W Sromowcach Niżnych przejechaliśmy kładką na słowacką stronę i wjechaliśmy bezpośrednio w przełom Dunajca. Z początku bałem się, że młodszym dzieckiem w przyczepce będzie za bardzo rzucać, na szczęście okazało się, że hamaczek całkiem nieźle wybiera nawet większe nierównosci, więc momentami jechałem oszałamiające 20 km/h. Dzięki temu mogłem napawać się widokami. Nie bez powodu przełom Dunajca przyciąga co roku rzesze turystów. Ruch na trasie spory, dlatego ostatni odcinek do Szczawnicy odpuściliśmy i skierowaliśmy się w górę do Leśnicy. W lokalnym sklepie i barze jednocześnie uzupełniliśmy zaopatrzenie w słowackie specjały oraz napajaliśmy się kawy. Jazda w ruchu ulicznym nie należy do większych przyjemności, na szczęście na Słowacji ruch zawsze jest znikomy. Podjazd na przełęcz Leśnicką nie należał do najłatwiejszych, jednak widoki na górze wynagrodziły trudy. Zjazd do Czerwonego Klasztoru to już sama przyjemność. Przejeżdżając przez Haligowce warto spojrzeć w prawo i zachwycić się pięknem Haligowskich skał majestatycznie wznoszących się po drugiej stronie wsi. Nie planowaliśmy zwiedzania samego Czerwonego Klasztoru, więc zdecydowaliśmy się wracać słowacką stroną Dunajca do przejscia Łysa nad Dunajcem, gdzie przekroczyliśmy granicę i po chwili byliśmy z powrotem w naszym ośrodku. Razem wyszło nam około 45 kilometrów dystansu, średnia prekość poniżej 20 km/h jednakże jazda po typowo gravelowym odcinku wzdłuż przełomu Dunajca nie dała nam szansy na więcej. Szczerze polecam tę trasę pomimo jej zasadniczego minusa, nie można jej objechać w pętli. Więc albo wracamy po swoich śladach, albo czeka nas spory podjazd, osobiście polecam ten na Słowacji ze względu na mniejszy ruch samochodowy.
Co do zaprzęgu rowerowo-dziecięcego było to połączenie Accent Furiousa z przyczepką Croozer Kid For One uzupełnione fotelikiem Hamax Siesta. Żadne z wyżej wymienionych nie zawiodło i mogliśmy skupić się na trasie oraz walorach krajobrazowych.
Podsumowując, wróciliśmy bardziej zmęczeni jak przed urlopikiem, aczkolwiek taki był nasz plan. Każda trasa miała swoje mankamenty, jednakże całokształt zdecydowanie na plus. Polecam tym którzy nie mogą inaczej.

Autor:

Witold Jagocki

Współtwórca

Leave a comment