HomeRelacjeRowerowy Szlak Orlich Gniazd

Rowerowy Szlak Orlich Gniazd

Rowerowy Szlak Orlich Gniazd powstał jako alternatywa szlaku pieszego, przeznaczona dla turystów preferujących przemieszczanie się na rowerach. Poprowadzony jest Wyżyną Krakowsko-Częstochowską, łącząc po kolei najsłynniejsze średniowieczne zamki (rzeczone orle gniazda) pogranicza ówczesnej Polski i Śląska. Jako bardzo niespokojna granica, była silnie fortyfikowana już od czasów Kazimierza Wielkiego, który to ufundował budowę sporej części tych warowni. Niejedna z nich przetrwałą do naszych czasów w lepszym lub gorszym stanie. Przeważająca część owych orlich gniazd, będąc zazwyczaj własnością któregoś z rodów szlacheckich i mając różne koleje losu, została zdewastowana przez Szwedów w połowie XVII w. w trakcie potopu szwedzkiego. Ich walory kulturowe i architektoniczne zostały docenione już przed drugą wojną światową, jednakże wytyczenie szlaku nastąpiło dopiero po jej zakończeniu. Sam szlak prowadzi z centrum Częstochowy do Krakowskich Błoń poprzez najciekawsze miejsca Jury krakowsko-częstochowskiej, zamki oraz liczne wapienne formacje skalne, z których znana jest ta kraina geograficzna.

Bazując na wiedzy znajomych cyklistów, zdecydowałem się na rowerowy wariant szlaku, ponieważ zależało mi na pokonaniu szlaku w możliwie krótkim czasie, jednego dnia, oraz bez poważnych trudności terenowych, wszak celowałem w jazdę gravelem na nie MTB. (Szlak pieszy jest znacznie bardziej trudny technicznie, zawiera dużo terenowych podjazdów i zjazdów i wymaga bardzo dobrej wytrzymałości, aby pokonać go jednego dnia) Na miejsce startu wybrałem Częstochowę, nie chciałem się denerwować, że nie zdążę na pociąg, a podczas takiej jazdy sporo może się wydarzyć, powodując poważne opóźnienia i zdenerwowanie naszej drugiej połówki.
PKP Intercity oferuje bardzo dobre połączenie dla chcących przejechać ten szlak jednego dnia. Pociąg rusza chwilę po 5 rano i o 6:30 jesteśmy w centrum Częstochowy, mając przed sobą cały dzień. Jedyny minus to brak wagonu przystosowanego do przewozu rowerów w obecnej relacji.

Start honorowy miał miejsce pod dworcem Częstochowa Stradom, stamtąd ruszyłem w stronę Alei Maryi Panny i tam nastąpił “start ostry” na kilometrze zero. Po chwili namysłu jednak przedłożyłem nad ów początek wizytę w McDonald’s na poranną kawę. Pobudzony kofeiną i coraz mocniej grzejącym słońcem, ruszyłem już ostatecznie na trasę szlaku.

Jurajski rowerowy szlak orlich gniazd jest bardzo dobrze oznaczony, mimo wgranego pliku gpx w Garminie, korzystałem z niego właściwie okazjonalnie, raptem trzy razy miałem problem ze znalezieniem trasy. Wszystkie te miejsca były w Małopolsce, o czym wspomnę w dalszej części tekstu.
Zaraz po wyjechaniu z Częstochowy przebijamy się przez lasy bardzo przyjemnymi ścieżkami o gruntowym podłożu. Pierwszym poważnym przystankiem są Góry Towarne tuż przed Olsztynem. Mimo że wspinaczka na nie, nie należy do przyjemności, widoki z niej wszytko wynagradzają. Niesamowita panorama na wszystkie strony świata, a przede wszystkim na niedaleki zamek w Olsztynie.
Sam zamek w Olsztynie jest niezwykle okazały, z zewnątrz wygląda na bardzo dobrze zachowany lub odrestaurowany. Jednakże z mojego punktu widzenia, najważniejsze było to, co spotka mnie zaraz za nim, spory odcinek naprawdę malowniczej trasy. Po kilku kilometrach jazdy asfaltem i minięcia Pustyni Siedleckiej szlak skręca w lewo, koło rancza w Siedlcu, rozpoczyna się jeden z najpiękniejszych fragmentów trasy: dobrych kilka kilometrów leśnego szutru zakończonych legendarną aleją klonów w Złotym Potoku. Doskonałe miejsce na zrobienie kilku zdjęć na Instagrama.

W Złotym potoku znajduje się Park przy pałacu Raczyńskich, na który niestety nie miałem czasu. Czekał na mnie cudowny singiel przez rezerwat Parkowe, tym ciekawszy, że wysypany kruszywem. Jako że na szlaku byłem sam, można było się tam wyszaleć. To wszystko podbite przejazdem przez las do Czatachowej, idealną drogą dla rowerów, prosto przez leśne ostępy. Dalej szybko mija nam trasa i pojawiają się Żarki, z ich niespotykanym rynkiem i jego zabudową, natomiast za Żarkami kolejny fragment eleganckiego asfaltu na drodze dla rowerów, który ciągnie się aż do Mirowa. Wprawne oko tuż za Żarkami wypatrzy pozostałości niemieckiej linii oporu Stellung B1.

W Mirowie powita nas kolejna majestatyczna warownia, a półtora kilometra dalej wspaniale odnowiony zamek w Bobolicach. Za bobolickim zamkiem kończy się najlepszy fragment szlaku, przejeżdżam przez Zdów i uroczą doliną Białki zjeżdżamy do miejscowości Młyny, wspinamy się kiepską drogą asfaltową do drogi wojewódzkiej 792, ale bez obaw wzdłuż głównej drogi jest całkiem fajna ścieżka rowerowa, którą ciągnie się do Podlesic, po drodze mijając górę Zborów. W Podlesicach szybka przerwa na kawę i ruszam w dół w stronę Morska. Tutaj czekają piaszczyste fragmenty, ale nie są nieprzejezdne. Pod sam Zamek trzeba podjechać naprawdę stromym podjazdem ze szczątkową nawierzchnią, a potem niespodziewaną kostką brukową. Naprawdę mimo sporego nachylenia podjazdu nie czuć tego, tak przyjemnie się jedzie. Dalej Województwo śląskie znowu przypomina, że rozumie jak się prowadzi szlaki rowerowe. Po niedługim odcinku zwykłej drogi znowu zjeżdżamy na trakt rowerowy, który z drobną przerwą na dzielnicę Zawiercia, mija skałę “z dziurką” czyli Okiennik Wielki i wraca na jedne ze wspanialszych dróg dla rowerów, po jakich jeździłem. O końcu tego świetnego odcinka daje nam znać monumentalny zamek w Ogrodzieńcu, warto się przy nim zatrzymać jako przy najbardziej znanym zamku Jury.

Kolejnym odcinkiem wartym wspomnienia jest zjazd doliną Włodącej spod zamku w Smoleniu i dalej granicą województw śląskiego i małopolskiego. Lekko terenowy ze stromymi podjazdami w leśnej scenerii i miłym żwirowym podłożu (w większej części) mile zapadł w pamięć. Aż do Bydlina gdzie można w ciekawy sposób zaczerpnąć wiedzy o jednej ze słynniejszych bitew polskich legionistów z czasów pierwszej wojny światowej, nic szczególnego nas nie czeka. Dalej niestety, pomijając leśny fragment trasy, aż do Jaroszowca jedziemy asfaltem. Za Jaroszowcem wpadamy w piaszczystą ścieżkę, gdzie momentami będzie trudno przejechać, więc mniej doświadczeni będą musieli pchać rower i tak właściwie aż do Olkusza. Tam trzeba się przebić przez miasto i na kolejnym widokowo pięknym, ale fatalnym pod względem nawierzchni odcinkiem dotrzeć w okolice Racławic. Od tego miejsca wiedzie ona całkowicie asfaltem, jednakże poza podjazdem pod Paczółkowic, nie spotkamy żadnych trudności, za to cieszące oko widoki, jak wspomniana już Skała Powroźnikowa i Dolina Eliaszówki. Za Krzeszowicami, w Tenczynku po zjechaniu ze szlaku na odległość około 100 m, czeka nas majestatyczna Brama Zwierzyniecka znacząca wjazd do Puszczy Dulowskiej. Dalej zaś długi podjazd, świeżo wyremontowanym asfaltem obok Stawu Wrońskiego podjeżdżamy do Rudna z zamkiem rodu Tęczyńskich. Tam szlak skręca na wschód, gdzie wspaniałym “highwayem” mkniemy aż do góry Bukowej gdzie po kilkuminutowej wspinaczce okraszonej przedzieraniem się przez błoto i korzenie docieramy do Brzoskwini, za którą czeka nas podjazd przeznaczony typowo dla rowerów MTB. Za Kleszczowem znów wracamy na garb tenczyński i miłymi szutrami zjeżdżamy do Szczyglic. Stąd już rzut beretem do Krakowa a szlak jest poprowadzony w dużej mierze wertepami…

Zasadniczo pisząc o tej części trasy mam bardzo mieszane uczucia. Przejechawszy ten szlak w całości, dochodzę do wniosku ,że należy go podzielić na dwa odcinki, Śląski oraz Małopolski.
Śląski jest zadbanym szlakiem przeznaczonym dla turystów przemieszczających się na rowerach, niekoniecznie posiadających duże umiejętności techniczne. Wystarczy dobra kondycja lub dużo czasu. Widać, że tutaj jest pomysł na ten szlak, włożono weń pieniądze i inwestycja ma się zwracać. Przy zamkach znajdują się swego rodzaju centra turystyczne, momentami nawet przypominające Krupówki. Coraz więcej spotyka się restauracji i kawiarenek, gdzie można złapać oddech i nacieszyć oczy widokami. Dodatkowo obiekty noclegowe zapewniają nam możliwość rozłożenia trasy na kilka dni bez zabierania ze sobą namiotu. Mocno na plus, z perspektywami na rozwój.

Niestety odcinek małopolski w tym porównaniu wypada bardzo słabo. Człowiek, który ustalał przebieg tego szlaku, być może chciał dobrze, ale warto by zweryfikować, jak się sytuacja prezentuje. Szlak jest poprowadzony po fatalnej nawierzchni, miejscami nadającej się tylko pod rowery MTB i to ze sporymi umiejętnościami jazdy. Zaniedbane szutry lub po prostu wysypany na drogę gruz. Korzenie na szlaku w ilości ponadprzeciętnej, apotem kilkadziesiąt kilometrów asfaltu. Bukowa Góra nieco ratuje końcówkę, ale chwilę potem cała ochota przechodzi podczas podjazdu do Kleszczowa. Podobnie jest ze zjazdem do Szczyglic i wjazdem do Krakowa. Szlak na tych odcinkach na pewno nie nadaje się do wzięcia rodziny na przejażdżkę i bardzo kontrastuje z odcinkami na Śląsku. Patrząc na powstanie sieci szlaków Velodunajec i Veloczorszrtyn widać, że się da zrobić to dobrze. Warto zatem przemyśleć jeszcze raz sensowność nadkładania 30 kilometrów tylko dla jednego zamku w Rudnie, którego i tak nie widać ze szlaku i np. puścić go już praktycznie gotowym szlakiem doliną Prądnika. Możliwości jest wiele.

Na koniec wspomnę o trzech miejscach, gdzie zgubiłem drogę. Wszystkie w Małopolsce. Pierwszy Bydlinie, gdzie w kluczowym miejscu po prostu brakuje tabliczki, a ślad gpx prowadzi nas na stadion sportowy. Można za nim pojechać po śladzie przez mostek i dalej lasem, aż do drogi albo po prostu pojechać za główną drogą i w centrum skręcić na Cieślin.
Drugim jest Olkusz gdzie łatwo się zgubić, ponieważ szlak jest puszczony miejscami po prostu po chodnikach, nie wiedzie nas w żaden intuicyjny sposób.
Ostatnim są Krzeszowice, gdzie w centrum parku miejskiego dojeżdżamy do rozjazdu i nie mamy żadnej informacji na tabliczkach co dalej, a ślad gpx jest zbyt mało dokładny na taką ilość rozchodzących się ścieżek.

Podsumowując, liczę na całkowitą przebudowę małopolskiego odcinka szlaku, włącznie ze zmianą jego trasy, z kolei na trasie ze Złotego Potoku do Bobolic chętnie zabiorę kiedyś całą rodzinę na wycieczkę rowerową. Na pewno spróbuję tej trasy w autorskim wydaniu, omijając kłopotliwe odcinki, ale już w drugą stronę.

Details
Rowerowy Szlak Orlich Gniazd
?
Export
Download
More Details

Autor:

Witold Jagocki

Współtwórca

  • Andrzej

    22 września 2021

    Bardzo fajny opis trasy. Mógłbyś napisać coś więcej o “autorskiej wersji omijającej kłopotliwe miejsca”? Którędy poprowadziłbyś trasę? Wybieramy się tam na gravelach i chcielibyśmy uniknąć zbędnych komplikacji. Pozdrawiam

    • Witek

      3 października 2021

      Cieszę się, że się podobało, spieszę z wyjaśnieniem. Zasadniczo wynika to z tekstu, po prostu ominąłbym odcinek Kraków- Olkusz w jego oryginalnym przebiegu. Wg mnie wyjazd z Krakowa, potem zjazdy za brzoskwinią oraz sam dulowski highway są dla tego szlaku całkowicie nieistotne, miejscami wręcz niebezpieczne oraz nudne. Zdecydowana większość asfaltem, a jak już teren to niebezpieczny i żadnego zamku po drodze ( żeby zobaczyć Tenczyn trzeba nieźle nadłożyć drogi). Bezsens. Do tego sama końcówka przed Olkuszem bo wapiennych głazach lub rozbitym szkle. Nie ma sensu komentować.
      Alternatywną trasę poprowadziłbym Doliną Prądnika zaś potem np, poprzez sułoszowskie pola dotarł do zamku Rabsztyn. Dalej zasadniczo trzymałbym się szlaku. Dokładnego tracka będę robił przez zimę, wiosną trzeba będzie to pojechać 🙂 Pozdrawiam

Leave a comment